Gruzja – 5 powodów dlaczego warto tam jechać

W ostatnich dniach intensywnie promowaliśmy nasz projekt napisania przewodnika po parkach narodowych Gruzji. Pewnie cały internet wie już co, gdzie i jak.  Niekoniecznie musi jednak wiedzieć dlaczego. Każdy kto tam był zapewne domyśla się co będzie w dalszej części tego wpisu. Są pewne rzeczy, z których Gruzja jest znana i za co ludzie tak bardzo ją cenią. Poniżej przedstawiam 5 zjawisk, które mnie urzekły w szczególny sposób.

1. Różnorodność krajobrazów

W makówce mi się nie mieści jak to jest możliwe, że w kraju, który wielkością odpowiada może trzem polskim województwom, znajdziemy morze, lasy przypominające deszczową dżunglę rodem z dorzecza Kongo, góry małe, średnie i wysokie, pustynie i półpustynie i diabli wiedzą co jeszcze.  Na upartego w ciągu jednego dnia można by zdobyć spory szczyt, zbiec z niego wprost do morza, po czym wysuszyć się na gorącej jak jasna cholera pustyni. Gnając marszrutką przez usiane kraterami gruzińskie drogi, można się niejednokrotnie mocno zdziwić gdy po krótkiej drzemce, w którą zapadliśmy gdzieś między równinami, budzimy się na przełęczy, gdzie nie widać nawet dna przepaści znajdującej się zaledwie pół metra od auta. Niejeden kraj chciałby mieć choć namiastkę tego, co Gruzini mają na co dzień. Dla tych, którzy podobnie jak ja, wolą łazić po chaszczach niż oglądać piąty kolejny gotycki kościół zabytkowy, będzie to idealne miejsce na kolejną podróż.

Wardzia rzeka Gruzja   5 powodów dlaczego warto tam jechać

Okolice skalnego miasta Wardzia

 

2. Gruzini i Gruzinki

Gościnność mieszkańców Kaukazu jest już niemal legendarna. Wyobrażasz sobie sytuację, w której zupełnie obcy człowiek zaprasza cię do swojego domu, wyprawia z tej okazji ucztę, którą kończysz zataczając się jak zestrzelony messerschmitt, a do tego pozwala ci po tym wszystkim dojść do siebie w gościnnym pokoju? Tak mniej więcej wygląda podejmowanie gości przez Gruzinów. Dawniej była to norma, teraz ze względu na dynamiczny rozwój turystyki, tradycja ta zaczęła zanikać, zwłaszcza w miejscach najczęściej przez turystów odwiedzanych. Trudno się temu dziwić, ludzie żyją tam zazwyczaj dość skromnie, więc skoro mają okazję dorobić na wynajmie pokoi – korzystają – bardzo z resztą słusznie. Z tego powodu część osób wracających z Gruzji jest zawiedziona, że nie doznali takiej gościnności, o jakiej naczytali się w książkach podróżniczych lub zobaczyli w National Geographic.  Niech taki osobnik pomyśli najpierw, czy sam kiedykolwiek ugościł u siebie obcego człowieka lub byłby w stanie to zrobić. Wiadomo chyba jaka będzie odpowiedź 98% takich ludzi. Ale mniejsza z tym – o gościnności Polaków napiszę innym razem. Podczas naszego pobytu w Gruzji doznawaliśmy pomocy lokalsów na każdym kroku. Wystarczyło wyciągnąć przewodnik albo mapę. Momentalnie tworzył się wokół nas krąg ludzi chętnych do bezinteresownej pomocy. Już w pierwszej godzinie naszego pobytu w tym kraju zostaliśmy zabrani przez przypadkowo spotkanego człowieka na przejażdżkę podczas której pokazał nam miasto, a na koniec odstawił pod samym hostelem. Dużo by o tym mówić. Jedźcie, zobaczcie, uwierzcie.
P.S Gruzinki są piękne. Gruzini (podobno) przystojni.

P7308073 Gruzja   5 powodów dlaczego warto tam jechać

Dom weterana w Batumi – czyli jak spędzają czas starsi Gruzini

 

3.Wino

Wino to najważniejsze dobro narodowe Gruzji. Ciężko znaleźć dom, przy którym nie rosłaby winorośl. Każdej jesieni  mobilizowane są siły na winobranie. Średnio z przydomowej winnicy, Gruzini tworzą kilkaset litrów czerwonego trunku tylko na własny użytek! Można by powiedzieć, że pełni on rolę kompotu (gdyby przyrównać to do polskich realiów). Wino piją wszyscy, niezależnie od wieku. Nawet niemowlakom wlewa się po kilka kropel do butelki z mlekiem, co ma wg mnie dwie zasadnicze zalety: po pierwsze zaprawia się takie dziecko w boju, a po drugie od razu zasypia zamiast drzeć się wniebogłosy przez pół dnia. W typowym gruzińskim domu, zazwyczaj w piwnicy lub na zewnątrz nieopodal domu, znajdują się wielkie kadzie, w których wino fermentuje i dojrzewa. Umieszczone są w ziemi, wystając jedynie nieznacznie ponad grunt.

kadź do wina Gruzja   5 powodów dlaczego warto tam jechać

Kadź do wina w naszym guesthousie w Sighnaghi.

Zdjęcie powyżej przedstawia właśnie taką kadź, a pomieszczenie, w którym się znajdowała pełniło zarazem rolę czegoś w rodzaju barku – miejsca z idealnym klimatem do długich i suto zakrapianych posiedzeń, które umilała muzyka z radzieckiego gramofonu, z którego oprócz starych rosyjskich i gruzińskich szlagierów, płynęły również kawałki Floydów. Oh tak, gdyby nie biegunka – byłoby idealnie! A wracając do wina – zwłaszcza tego kachetyjskiego (region Gruzji, znany z najlepszych odmian wina) – coś niesamowitego. Po prostu czuć w nim to słońce, pod którym dojrzewały winogrona, czuć też ziemię, z której wyrosły i jej burzliwą historię.

 4. Krowy, konie i inne stwory

Dla takich mieszczuchów jak większość europejczyków, zobaczyć łażące zupełnie swobodnie krowy, konie, kozy czy owce to nie lada gratka. A chodzą gdzie chcą jak chcą i nic ich nie interesuje. Poznaj wyborny smak gruzińskiego wina na wyprawie do Gruzji. Te zwierzęta mają totalną zlewę na wszystko, absolutna wyjebka. Można chodzić między nimi, a one memłając kolejną kępę zielska, nawet na ciebie nie spojrzą. Mimo to cieszyłem się jak dziecko z każdej napotkanej krowy, a jak któraś jadła mi z ręki to już w ogóle był szał totalny. Czasami odnosiłem wrażenie, że „mućki” mają tam lepiej niż w Indiach. Kiedy wylegują się na środku drogi nikt na nie nie trąbi, tylko czeka, aż same zdecydują się odejść! Ciekawe ile słów na „k” i „ch” nabluzgał by typowy polski kierowca w takiej sytuacji…:)

krowy na drodze Gruzja   5 powodów dlaczego warto tam jechać

Krowy wylegujące się na drodze z Tibilisi do Kazbegi

5. Marszrutki

Czyli busy pełniące rolę transportu międzymiastowego. A tak naprawdę to marszrutka jest zwyczajnie państwem w państwie. Ma swoje prawo, swoją konstytucję, własnych urzędników i tony absurdu, których ja do dziś nie ogarnąłem. Gdy już uda się ustalić dokąd jedzie dany pojazd i zdecydujemy się do niego wejść, nie da się przewidzieć co będzie dalej, którędy będziemy jechać, co będziemy wieźć (może przyjdzie nam trzymać kozę na kolanach). Czasami kierowca zatrzyma się aby zrealizować receptę kobiety, która zatrzymała go gdzieś po drodze i poprosiła o przysługę, czasami zostaniemy gdzieś na trasie przerzuceni do innej marszrutki, bo ta którą jechaliśmy zmieniła w międzyczasie cel swojej podróży. A sama jazda? Poezja! 140 na godzinę po dziurach, których nie powstydziła by się polska wiejska droga, plus w pakiecie wyprzedzanie na trzeciego, czwartego a jak jest miejsce to i na piątego. Mimo to, klimat jest nie do powtórzenia i zdecydowanie polecam taką formę transportu!