Chefchaouen – błękitne miasto – Maroko cz. 1

Wyjazd do Maroko był naszym sposobem na ucieczkę z opanowanej przez zimę Europy. Utrzymujący się w nieskończoność śnieg, permanentny mróz i nieustanna zimowa szarość to niekoniecznie nasze ulubione warunki. Wizyta na „czarnym lądzie” była dla nas zupełnie nowym doświadczeniem, wszak jest to kraina zgoła inna kulturowo od wszystkiego do czego przywykliśmy. Wybór tego konkretnego kraju umotywowany był w dużej mierze cenami biletów. Tak tanio jak do Maroko nie polecimy ani do Egiptu, ani do Tunezji, nie mówiąc już o terenach nieco bardziej na południe. Za bilety w obie strony zapłaciliśmy 400zł za osobę (w tym jeden bagaż rejestrowany) a w promocji da się polecieć nawet za połowę tej kwoty! Z drugiej strony w Afrycie północnej jest to kraj najbardziej zróżnicowany  przyrodniczo jak i kulturowo. Znajdziemy tu zarówno piaszczyste plaże, ośnieżone szczyty oraz kilka rodzajów pustyń, natomiast w miastach oprócz typowej zabudowy arabskiej odnaleźć możemy wpływy portugalskie, hiszpańskie czy francuskie. Co tu dużo mówić: jest w czym przebierać i my również znaleźliśmy kilka miejsc, które nas zdecydowanie zauroczyły. Jednym z nich jest Chefchaouen – błękitne miasto.

 

Chefchaouen czyli spójrz na szczyty

Do błękitnego miasta dotarliśmy autobusem z Fezu. Droga wiła się między zielonymi wzgórzami, co rusz wznosząc się i opadając, przecinając z rzadka rzekę koloru mleczno-rdzawego. Krajobraz w ogóle nie przypominał Afryki jaką znamy z „W pustyni i w puszczy”. Gdyby nie rozsiane gdzieniegdzie meczety, pomyślałbym że gnamy przez Bieszczady, a i te meczety wcale takie oczywiste nie były, bo niemal na każdym minarecie siedziały bezczelnie nasze polskie bociany. To że jesteśmy w Afryce przypominały nam od czasu do czasu stada owiec popędzane przez ubranych w charakterystyczne djellaby pasterzy oraz wszechobecne objuczone osły. Chefchaouen w języku lokalnym oznacza „spójrz na szczyty”. Miasto faktycznie z każdej strony otoczone jest górami, co niewątpliwie dodaje mu uroku. Niestety przekonać się o tym mogliśmy dopiero nazajutrz, bowiem po wyjściu z autobusu zobaczyliśmy jedynie gęste chmury i lejący się z nich rzęsisty deszcz, który towarzyszył nam już do końca dnia.

pigmenty Chefchaouen   błękitne miasto   Maroko cz. 1

Pigmenty używane między innymi do malowania domów

 

 

Błękitne miasto

Mając w głowie świeże wspomnienia z Marrakeszu i Fezu, spodziewaliśmy się standardowego oblężenia naganiaczy, gdy tylko wyjdziemy z autobusu. Okazało się jednak, że naganiacze mają w nosie stanie na deszczu. Ba. Nie było nawet taksówki, która mogłaby nas zabrać do Medyny. Już wiedzieliśmy, że się nam tu spodoba. Pierwszy raz nie musieliśmy uciekać hordzie wyzyskiwaczy. Ruszyliśmy więc w tym deszczu radośnie przed siebie, łapiąc po chwili taxi, która za parę groszy zabrała nas do centrum. Pierwsze sekundy po wyjściu z taksówki uświadomiły nam czym Chefchaouen zasłużył na miano błękitnego miasta. Medyna mieniła się dziesiątkami odcieni koloru niebieskiego. Całość robi niesamowite wrażenie. Często nawet chodniki między budynkami wymalowane były niebieską farbą. W bezchmurny dzień zaciera się granica między miastem a niebem. Niesamowite miejsce. Zdecydowanie najpiękniejsze zbudowane ręką ludzką, jakie odwiedziliśmy w trakcie naszej podróży. Z resztą zobaczcie sami:

niebieskie3 Chefchaouen   błękitne miasto   Maroko cz. 1

Niesamowite uliczki w chefchaouen

 

niebieskie2 Chefchaouen   błękitne miasto   Maroko cz. 1

Nawet chodniki bywają niebieskie

 

niebieskie1 Chefchaouen   błękitne miasto   Maroko cz. 1

Typowe wejście do domu

Po pierwszych zachwytach przyszedł czas na znalezienie noclegu i po raz kolejny niespodzianka: nikt nie próbował nam niczego wcisnąć. Chodziliśmy sobie spokojnie błądząc w ciasnych uliczkach, nie nękani przez nikogo, tak długo aż naleźliśmy coś z odpowiednią dla nas ceną. Chefchaouen jest zupełnie inny niż miasta, które odwiedziliśmy dotychczas. Przede wszystkim jest spokojnie i cicho. Nikt się nie przekrzykuje. Możemy spokojnie zwiedzać, zamiast tłumaczyć dziesiątemu z rzędu obrażonemu straganiarzowi, że nie potrzebny nam jego ważący 20 kilogramów dywan.

Po pierwszym spacerze postanowiliśmy zjeść jakieś lokalne przysmaki. Przechodząc obok restauracji usłyszeliśmy głośne nawoływanie – „dobra to jest zupa z bobra”. Tym tekstem pan naganiacz zdecydowanie nas przekonał, abyśmy zjedli właśnie u niego. Było pysznie. Do tej pory jednak nie wiem skąd oni wiedzieli, że jesteśmy z Polski. I nie był to jedyny taki przypadek. Ciągle ludzie wołali za nami „Polska Polska” albo „spoko Maroko”, nawet gdy się nie odzywaliśmy, polskiej flagi też nigdzie nie mieliśmy…

Nat i kot Chefchaouen   błękitne miasto   Maroko cz. 1

Przy każdym posiłku otaczały nas oczkujące na resztki koty

 

pies maroko Chefchaouen   błękitne miasto   Maroko cz. 1

Był i pies…

Do you need any spices? You know… “spices”!

Region Chefchaouenu to kraina haszyszem płynąca. Jest on wszędzie. Idąc wieczorem przez miasto widzimy kłęby dymu wydobywające się z każdej dziury, z każdego okna… właściwie zewsząd – wiadomo – w nocy Allah nie widzi, więc można. Każdy napotkany jegomość kurtuazyjnie pyta nas, czy może nie zechcielibyśmy zakupić trochę „spieces”. Już za dnia podejrzana wydawała mi się ilość ludzi ubranych na żółto-zielono-czerwono z dredami na głowie – teraz już wiem co ich tutaj zwabiło. Z gór Rif, które otaczają błękitne miasto, pochodzi połowa światowej produkcji haszyszu. Uprawą konopi trudnią się tutaj całe rodziny, dla których jest to jedyny sposób na przeżycie. Góry są na tyle niedostępne, że żadne służby nie są w stanie tam dotrzeć i z tym walczyć, więc interes kwitnie.

choinka Chefchaouen   błękitne miasto   Maroko cz. 1

Choinka z lampkami w środku arabskiego miasta ;)

 

——————————–

Zobacz inne nasze teksty!
Piękno Norweskich fiordów – relacja z wejścia na Preikestolen
Co i gdzie zjeść w Budapeszcie
Filmy które mogą zmienić Twoje życie
Najlepsze węgierskie wina
5 powodów dla których warto odwiedzić Gruzję